Rzeczpospolita: "Gazeta Polska" zdecydowała się na wysunięcie bardzo poważnych oskarżeń wobec arcybiskupa Stanisława Wielgusa bez powołania się na konkretne dokumenty. Pisze jedynie o "informacjach dotyczących przeszłości nowego metropolity", które określają czas domniemanej współpracy z SB, a potem PRL-owskim wywiadem oraz podają domniemany pseudonim tajnego współpracownika - "Adam".
[...]
Wszelkie zastrzeżenia do publikacji "Gazety Polskiej" nie powinny jednak przysłaniać problemu, jaki ma Kościół z lustracją. Informacje o kontrowersyjnych dokumentach w IPN na temat arcybiskupa pojawiły się w mediach jeszcze przed decyzją Stolicy Apostolskiej. I chyba od początku nie było wątpliwości, że jakieś dokumenty dotyczące arcybiskupa Wielgusa SB zgromadziła. Nic dziwnego więc, że w końcu musiały pojawić się spekulacje czy niesprawdzone przecieki na temat treści tych dokumentów. Wszak sam hierarcha nie neguje, że spotykał się z funkcjonariuszami SB, choć podkreśla, że nigdy nikomu nie zaszkodził. Deklaruje też, że nigdy nie interesowało go, co jest w teczkach dotyczących jego osoby, i że nie podjął żadnych działań, by zapoznać się z dokumentami SB na swój temat. Nic też nie wiadomo o tym, by ktokolwiek z polskiego episkopatu czy z nuncjatury występował do IPN o wgląd w takie dokumenty.
Artykuł Piotra Semki w całości w Rzeczpospolitej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz