8 sty 2007

Dramat w trzech aktach na warszawskiej scenie

Rzeczpospolita: Kto będzie metropolitą w Warszawie? - to jedno pytanie. Drugie brzmi: kto tym razem będzie dostarczał Rzymowi informacji? Dotychczasowa praktyka okazała się przecież katastrofą, za którą ktoś konkretny odpowiada - pisze redaktor "Christianitas"

Kryzys lustracyjny trwa. Wraz z ujawnianiem szeregu skrywanych faktów współpracy z komunistyczną tajną policją stopniowo wychodzą na jaw prawdy niechciane - o uwikłaniach polityków, dziennikarzy (Subotić), ludzi kultury (sprawa Piwnicy pod Baranami), a choćby i magnatów medialnych (Solorz), ale także szeregu dobrze usytuowanych duchownych. Zważywszy, że to nie kto inny, a Kościół trzyma nad naszymi głowami od zawsze sztandar wysokich standardów moralnych potrzebnych każdemu, można rzec, że wraz z obecnym kryzysem związanym z obsadą stolicy biskupiej w Warszawie doszliśmy na sam szczyt, w strefę funkcji wyróżnianych słusznie najwyższym zaufaniem.

Ostatnie trzy dni są tu jedynie pewną kulminacją - ale równocześnie skrajnie dramatyczną i bardzo pouczającą. Ten swoisty dramat w trzech aktach pokazał nam kolejno, co by było, co być mogło i co się stało.

[...]
Akt trzeci: co się stało?

Ale stało się inaczej, a czysta karta wnet została zabrudzona. Uroczysta msza w archikatedrze od początku przekształciła się w gorszący wiec poparcia dla "skrzywdzonego" abp. Wielgusa. Przez chwilę wydawało się, że jest to jedynie trudna do opanowania emocjonalna akcja poczciwych słuchaczy Radia Maryja, skołowanych przez o. Rydzyka, idącego w antylustracyjnej pasji krok w krok z abp. Życińskim. To oni zagłuszyli komunikat o chcianej przez Rzym rezygnacji gwałtownym krzykiem "nie! " - którego w swej skrusze nie próbował powstrzymać rezygnujący arcybiskup.

Ale okazało się, że najgorsze jeszcze przed nami: w swej homilii kard. Józef Glemp wystąpił z agresywną apologią życia abp. Wielgusa, nie cofając się przed usprawiedliwieniem zdrady przez pragnienie pracy naukowej, lekceważąc wyniki, do jakich doszła Kościelna Komisja Historyczna, i uderzając wprost w Instytut Pamięci Narodowej.

Padły słowa, których nigdy nie spodziewalibyśmy się po dziedzicu Prymasa Wyszyńskiego - a oklaski, które potem rozbrzmiały w świątyni, dały znać, że wokół tych słów zawiązała się jakaś monstrualna wspólnota przyzwolenia na zdradę (o ile tylko popychała do niej kariera i krzyki ubeka) i zalecenia pozostawienia pamięci Kościoła i narodu w chorym stanie, bez próby jej oczyszczenia w stylu Jana Pawła II. Homilia kard. Glempa była inkrustowana pięknymi cytatami biblijnymi, przykładami prawdziwych bohaterów wiary, lecz tak naprawdę kardynał przemawiał znanymi nam od dawna wersetami z "Gazety Wyborczej", i to z działu telefonicznej opinii publicznej na temat piekła lustracji. A klaskali mu ci, których do tej antylustracyjnej retoryki "Wyborczej" nawrócił ostatnio o. Rydzyk i abp Głódź.

Polecam artykuł Pawła Milcarka w całości.

Brak komentarzy: