Michalkiewicz: Dawno temu, przed I wojną światową, kiedy to większością państw rządzili jeszcze królowie i cesarze, wielką popularnością cieszyło się przysłowie, że „od myszy do cesarza – wszystko żyje z gospodarza”.
Dzisiaj cesarzy już nie ma; ostatni uchował się jeszcze w Japonii, a i królów – coraz mniej, w związku z tym trzeba by zmienić również tamto popularne przysłowie. Tym bardziej, ze z gospodarzami też sprawa nie jest jasna. Stosunki własnościowe tak się zmieniły i zagmatwały, że nie bardzo dziś wiadomo, kto właściwie jest gospodarzem.
Skoro nie ma ani cesarzy, ani gospodarzy, to nowa wersja przysłowia mogłaby głosić, że „od myszy do suwerena – wszystko żyje z biznesmena”. No dobrze, ale z czego żyje biznesmen? Socjaliści, zarówno ci bezbożni, jak i pobożni twierdzą, że biznesmen żyje z wysysania krwi ludu pracującego miast i wsi.
Gdyby to była prawda, to nasze przysłowie nie miałby najmniejszego sensu. Jakże to – „wszyscy” mieliby żyć „z biznesmena”, podczas gdy on miałby żyć z wysysania krwi tymże „wszystkim”? Zupełnie nie trzyma się to kupy, podobnie zresztą, jak wszystkie inne socjalistyczne teorie.
Polecam w całości felieton Stanisława Michalkiewicza.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz